Menu Zamknij

Gdzie uciekłem?

ucieczka

Nie będę Wam kłamał czy owijał w bawełnę. Ja, od blogowania, zwyczajnie uciekłem…

Spieprzyłem tak daleko, jak tylko mogłem, obiecując sobie, że ,,niedługo” wrócę. Jeszcze tylko tydzień, dwa tygodnie lub miesiąc. Te ,,niedługo” było coraz bardziej odległe i ciągle się przesuwało w bliżej nieokreślone rejony.

– Przed czym uciekałeś? – pewnie zechcecie mnie zapytać.

W historii o 5 wilkach (wilki i ja) opowiedziałem Wam, z czym ostatnio się zmagałem. Życie na maksymalnych obrotach i na 110% mnie wykończyło. Wymagałem od siebie tak wiele, że na dłuższą metę nie miałem szans tak żyć i prędzej czy później musiałem się potknąć. Z tym, że jak już się potknąłem i padłem na ryj, to nie mogłem wstać.

Podnosiłem się z tym całym swoim bagażem i za chwilę znowu się przewracałem. Zrozumiałem, że muszę coś odłożyć, jeżeli chcę wstać na dłużej. Zdejmowałem powoli, po jednym ciężarze na raz i wstawałem. Niestety, pomagało mi to na krótką metę.

Wiedziałem, co muszę zrobić, ale bardzo, bardzo nie chciałem tego robić. Uświadomiłem siebie, że jestem chory i osłabiony i jeżeli nie zdejmę z siebie prawie wszystkiego, to nie uda mi się wstać.

To również oznaczało przerwę od blogowania. Więc zniknąłem…

– Co z blogiem? Ostatnio jakoś przestałeś publikować. To na stałe?

Nienawidziłem tych pytań, a jednocześnie pytał mnie o to,  prawie każdy kogo znam. Te pytania wpędzały mnie w poczucie winy, że moje ,,niedługo wrócę” za bardzo się opóźnia i jeszcze bardziej pogarszały sprawę.

Bo… Widzicie… Ja, zwyczajnie chciałem o blogu i innych ,,dobrowolnych”  obowiązkach zapomnieć choć na chwilę. Wrócić do normalnego życia, bez zobowiązań i rygorów, które sam na siebie nałożyłem. Chciałem przypomnieć sobie, jak to jest, wrócić do domu i nic nie robić.

Wziąć do ręki książkę i czytać ją aż do zaśnięcia. Pokucharzyć sobie przez kilka godzin i wypróbować nowe przepisy, które systematycznie gromadziłem, a nie miałem czasu, żeby się za nie zabrać. Spotkać się z przyjaciółmi, bez poczucia, że zaraz muszę wracać i bez ,,poczekajcie tylko coś sprawdzę”. Pójść poimprezować, tak jakby jutra miało nie być i nie musieć się martwić, że coś muszę następnego dnia zrobić. Pobyczyć się i posłuchać muzyki.

Proste zwyczajne rzeczy. Nic chodziło mi o nic wyrafinowanego.

Oczywiście, nie było to takie proste. Na początku, obowiązki blogowe były tak silnie we mnie zakorzenione, że nie potrafiłem od nich odejść całkowicie. Dalej odpowiadałem Wam na komentarze, zaglądałem w statystyki, rozmawiałem z innymi blogerami i pisałem. Jedyne, co porzuciłem, to publikowanie nowych wpisów.

Stopniowo,odchodziłem coraz dalej i dalej, przyzwyczajając się do życia, w którym po powrocie do domu mogę się położyć i odpocząć, bez żadnej bieganiny.

Im dalej odchodziłem, tym bardziej byłem zaskoczony, jak takie proste życie może być przyjemne. Robiłem wszystko na co miałem nie wcześniej czasu i byłem zadowolony. Regenerowałem się.

Ale…

Im więcej czasu minęło, tym bardziej czułem, że czegoś mi brakuje. Czegoś nieokreślonego, a zarazem ważnego. Trudno było mi to wyłapać, bo niby wszystko było w porządku, ale… coś mi nie pasowało. Psuło mi moją życiową układankę.

Na początku odczuwałem to lekko – tak jakbym o czymś zapomniał, ale nie było to specjalne ważne. Jednak, z czasem przybierało na sile.

Pewnego dnia wróciłem kiedyś do domu po pracy, kręciłem się jakiś czas bez celu i wtedy zrozumiałem, o co mi chodzi!

Czułem brak samorealizacji! Brak celu i brak misji. Poczułem to całym sobą i już wiedziałem, co jest nie tak. Zdałem sobie sprawę, że już odpocząłem i jeśli nie wrócę do działania, to zmarnuję czas lub zwariuję.

Widzicie, jestem człowiekiem, który lubi mieć jakąś misję lub questa. Chociaż nie! Musi mieć jakąś misję. Od małego wynajdowałem sobie jakiś najważniejszy cel, do którego dążyłem i go realizowałem. Bez niego nie miałem żadnej siły napędowej i stawałem się leniem. Nic mi się nie chciało, źle się czułem, ciągle byłem zmęczony i nie miałem na nic ochoty. Moja energia życiowa wyparowywała.

Nigdy specjalnie nie wierzyłem w piramidę potrzeb Maslowa, a teraz miałem konkretny przykład, że ona rzeczywiście działa. Gdy przestałem spełniać swoje podstawowe potrzeby z dolnej części piramidy, to moja potrzeba samorealizacji całkowicie zniknęła, zastąpiona rosnącym zmęczeniem.Teraz było dokładnie odwrotnie.

Zaspokajając potrzeby z niższych części piramidy, znowu zdałem sobie sprawę, że muszę wejść na tą najwyższą i nadać swojemu życiu sens i cel. Dlatego…

Wracam!

Tym, trochę przydługim wpisem, chcę Ci dać znać, że wracam. Jeszcze nie wpadłem na to, co zmienię, ale czuję, naprawdę czuję, że wracam!

Pisanie to moje życie i nie chcę się tego pozbawiać. Nie wiem jeszcze,  jak to będzie wyglądało, do jakiej formuły na bloga chcę wrócić i realizować, ale czuję, że będzie się działo.

Zwłaszcza, że ostatnio zrealizowałem dwa olbrzymie cele i jestem na dobrej drodze do wolności finansowej, o czym Wam chętnie opowiem.

Do zobaczenia!

Dawid

Daj sobie pomóc – messengerowe wyzwanie ,,14 dni do zrealizowania własnego celu”

Jeśli chcesz sprawić by ten rok był wyjątkowy i by był, jak żaden poprzedni, to musisz dodać coś nowego do swojego planowania i spróbować czegoś, czego do tej pory nie robiłaś. Inaczej efekty będziesz miała takie same, jak co roku. Dlatego zapisz się na bezpłatne wyzwanie ,,14 dni do zrealizowania własnego celu”.

Wyzwanie jest przeniesieniem teorii realizowania celów do życiowej praktyki. Będziesz codziennie dostawał/a krótką wiadomość na facebooku z jakąś wskazówką odnośnie realizowania celów, działania, motywowania się i jednocześnie dostaniesz kopa w tyłek do działania.

marzeniawcele

Powiązane Wpisy

Dobra treść? Daj like'a :-)

Przeczytaj poprzedni wpis:
robocik
Z Ciebie to byłby niezły robocik!

- Z Ciebie to byłby niezły robocik – powiedziała zamyślona. - Co?! Skąd to wzięłaś? – roześmiałem się. Idea mnie,...

Zamknij