Menu Zamknij

5 wilków i ja. Krótka historia mojego pożarcia

wilki
Cześć,

Sprawdziłem archiwa i zobaczyłem, że ostatni post opublikowałem 14 dni temu. A trochę więcej czasu minie, zanim będziecie mogli przeczytać ten wpis.

Złamałem pierwszą i podstawową zasadę swojego bloga mówiącą, że będę publikował artykuły przynajmniej raz w tygodniu. Pisanie na Marzeniach zawsze było dla mnie najważniejsze.

Co się więc stało? Co sprawiło, że przestałem blogować?

Widzieliście może kiedyś, w jaki sposób wilki polują na duże zwierzęta, jak np. bizony czy łosie?

Nie? To Wam opowiem:

Najpierw wilki otaczają stado bizonów. Zaczynają straszyć je pojedynczymi atakami i testują siłę stada. Często wybierają też wtedy swoją przyszłą ofiarę.

Następnie, po sprawdzeniu swoich szans, drapieżniki przystępują do ataku. Zmuszają stado bizonów do ucieczki.

Stado ucieka razem, nie rozpraszając się, ale… gdy tylko jakiś osobnik popełni błąd… gdy tylko za daleko odbiegnie od grupy lub przewróci się… zaatakują go wilki.

W tym momencie następuje jego koniec. Zostaje rozszarpany i zjedzony.

Co ma wspólnego polowanie wilków ze mną?

Ano to, że tym razem bizonem byłem ja.

Tak, jak ten bizon, byłem w stanie obronić się przed pojedynczym wilkiem samodzielnie. Ba, nawet przed kilkoma. Robiłem to przecież systematycznie i bez żadnych przerw. Zawsze czujny i gotowy do obrony.

Tylko…

Przez ostatnie miesiące wilków zrobiło się więcej i w końcu mnie dopadły.

Padłem.

I Herkules dupa, kiedy ludzi kupa, nieprawdaż?

<<<>>>

Wilk nr 1 – Życie na 120%

Głównym wilkiem, który atakował mnie najdłużej i ciągle podgryzał, było życie na 120% przez 100% czasu.

Przez ostatni rok, a może nawet dłużej, nie pozwoliłem sobie odpuścić ani na chwilę. Ciągle gdzieś biegłem. Pomiędzy pracą i domem, ciągle byłem z kimś umówiony, ciągle miałem jakiś trening, ciągle miałem coś do zrobienia i ciągle była jakaś impreza, na której chciałem być.

Starałem się być, jak maszyna – wydajny, efektywny, skuteczny i wykorzystujący 100% swoich możliwości fizycznych i psychicznych. Nie pozwalałem sobie na słabość.

Utrzymywanie takiej rutyny z miesiąca na miesiąc, a później z tygodnia na tydzień, stawało się coraz trudniejsze. Pomimo tego, dzielnie, a może głupio, ją utrzymywałem. Dawałem radę nieść ten ciężar i dalej ciągle biegłem przed siebie. Nie chciałem z niczego rezygnować.

Z tym wilkiem nauczyłem sobie radzić.

Wilk nr 2 – Czas

Kolejnym wilkiem, który również długo za mną biegł był czas. Będąc tak zajętym w życiu, nie mogłem sobie pozwolić na jego stratę.

Nauczyłem więc się go maksymalizować, poprzez bycie ultra wydajnym, eliminowanie niepotrzebnych czynności i długoterminowe planowanie.

Każdy tydzień miałem skrupulatnie zaplanowany i wiedziałem, mniej więcej na dwa tygodnie do przodu, z kim będę się spotykał, w jakie dni będę miał treningi, a w jakie będę tworzył nowe treści na bloga, czy gotował.

Niektórych może to przerażać, ale moim zdaniem, takie planowanie pozwoliło mi czerpać pełnymi garściami z życia. Żyć na maksa.

Ten wilk był upierdliwy, ale nie gryzł za mocno. Do niego też się przyzwyczaiłem.

Wilk nr 3 – Blog

Stworzenie tego bloga było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Tak jak napisałem w moim 100 wpisie, Marzenia w cele sprawiają, że się realizuję. To coś, co kocham robić i coś, co jest moją pasją. Najsilniejszą, jaką do tej pory miałem.

Ale jak każda pasja, tak i ta, zbiera swoje żniwo.

Wielu z Was tego nie wie, ale blogowanie, to praca na pełen etat. Nie wystarczy machnąć artykuł w 2 czy 3 godzinki i wrzucić go na bloga. Jest wiele innych rzeczy, o które trzeba dbać i na bieżąco wykonywać.

Dlatego nie raz i nie dwa, kiedy normalni ludzie odpoczywali lub robili coś przyjemnego, ja pracowałem. A to nad nowym artykułem, a to nad promocją, a to nad seo, a to nad czymś innym, związanym z blogiem. Blog pochłaniał mi cały czas, jaki miałem do dyspozycji.

Nie mogłem sobie pozwolić na wolne i powoli blogowanie zaczynało mnie przytłaczać. Z czegoś, co oferowało wolność w wyrażaniu swoich myśli, stało się pułapką, z której nie mogłem uciec.

Ten wilk z czasem rósł i to jego ataki były najgroźniejsze. Ale mocnymi kopnięciami potrafiłem go odgonić.

Wilk nr 4 – Blokada pisarska

Czwartym dużym wilkiem, który mnie zaatakował była blokada pisarska. Sprawiła ona, że żaden temat nie wydawał mi się na tyle interesujący, żebym chciał o nim napisać. Żaden temat nie porywał mnie na tyle, żebym nie mógł się doczekać – aby go opublikować.

Miałem wrażenie, że o wszystkim (z mojej niszy) już napisałem, a to o czym nie napisałem jest mało ważne.

Straciłem poczucie kierunku, nie wiedziałem dokąd zmierza ten blog i co chcę osiągnąć poprzez tworzenie Marzeń. Dawne pobudki zostały zapomniane, a ja… zacząłem się zastanawiać nad sensem prowadzenia bloga.

Jednak, na tego wilka byłem przygotowany. W tym momencie przydały mi się te artykuły, które napisałem na zapas, by przeczekać najgorsze chwile.

Wilk nr 5 – Wypadek

Wilkiem, który ostatecznie mnie dobił był niespodziewany wypadek.

Na treningu szabli, prawie na samym jego końcu, zdarzył się wypadek. Dostałem szablą w rękę, ale tak niefortunnie, że wybiłem sobie palca. Kolejny raz.

Wiedziałem, że będę miał szynę. Że znowu przez pierwszy miesiąc będę musiał prawie zrezygnować z ćwiczeń. Że będę miał problemy z pisaniem, pracowaniem, a także codziennymi rzeczami, takimi jak gotowanie, czy mycie się.

Ten wilk, był o jednym wilkiem za dużo i przeważył szalę.

Zmasowany atak

W tym momencie, wszystkie polujące na mnie wilki zebrały się do wspólnego ataku i rzuciły na mnie. Szamotałem się tylko przez chwilę, rozpaczliwie broniąc życia, ale nie miałem już siły. Padłem. A wilki mnie zagryzły.

<<<>>>

Kiedyś, gdzieś przeczytałem, że takich wpisów nie powinno się pisać. ,,Jedyną osobą, która zauważy, że na Twoim blogu przestały pojawiać się nowe wpisy, jesteś Ty sam! Reszta nawet się nie zorientuje.”

Może to i prawda. Ale wiem, że część z Was zauważyła.

Część z Was, pytała mnie, co się stało, dlaczego nie piszę i za to jestem Wam bardzo, bardzo wdzięczny. To super, że zależało Wam na tyle, by do mnie napisać.

Zmotywowaliście mnie tym samym do powrotu, do działania i do wprowadzenia pewnych zmian. Bo coś musi się zmienić, jeżeli znowu nie chcę zostać pożarty przez moje wilki.

Tylko to nie będzie proste!

Bo szczerze mówiąc… nie mam pojęcia, jak to zrobić i… co gorsze, nie do końca chcę je zmienić…

Moje życie, pomimo że wyczerpujące, daje mi mnóstwo satysfakcji i radości. Nigdy też, nie byłem tak zadowolony z życia czy szczęśliwy. Jakkolwiek paradoksalnie, by to nie brzmiało.

Dlatego muszę sobie jeszcze wszystko przemyśleć i zastanowić się nad tym, jak nie dać się znowu pożreć. Wymyślić pewien system obronny. Macie jakieś sugestie?

Dajcie mi znać, co o tym wszystkim myślicie. Będę Wam bardzo wdzięczny 😊

Pzdr,

Dawid.

Daj sobie pomóc – messengerowe wyzwanie ,,14 dni do zrealizowania własnego celu”

Jeśli chcesz sprawić by ten rok był wyjątkowy i by był, jak żaden poprzedni, to musisz dodać coś nowego do swojego planowania i spróbować czegoś, czego do tej pory nie robiłaś. Inaczej efekty będziesz miała takie same, jak co roku. Dlatego zapisz się na bezpłatne wyzwanie ,,14 dni do zrealizowania własnego celu”.

Wyzwanie jest przeniesieniem teorii realizowania celów do życiowej praktyki. Będziesz codziennie dostawał/a krótką wiadomość na facebooku z jakąś wskazówką odnośnie realizowania celów, działania, motywowania się i jednocześnie dostaniesz kopa w tyłek do działania.

marzeniawcele

Powiązane Wpisy

Dobra treść? Daj like'a :-)

Przeczytaj poprzedni wpis:
kobiety
Czego brakuje kobietom, a mają to mężczyźni? 5 cech

Cześć, Nigdy Wam tego nie mówiłem, ale jakieś 75% czytelników tego bloga to kobiety. Ten fakt mnie trochę przeraża, ale...

Zamknij