nielegalny imigrant

Głupi ma szczęście – ciąg dalszy

Biegłem. Biegłem, ile sił w nogach.

Nie patrzyłem na to, że w tym momencie rzeczywiście wyglądam jakbym przed czymś uciekał.

– To tylko kwestia czasu, aż zatrzyma mnie ochrona – pomyślałem.

Ale…

Nie miałem wyboru. Miałem przed sobą perspektywę: Wszystko albo nic…

Pamiętacie historię o tym, jak zostałem nielegalnym imigrantem? To jej kontynuacja.

Po drodze minąłem punkt odbioru bagażu. Przez chwilę się zastanawiałem. Odbierać swój plecak czy nie?

– Nie – zdecydowałem. – Nie mam terazna to czasu… Później go odbiorę…

Jakoś…

Biegłem dalej.

Mijając kolejny zakręt poczułem na sobie wzrok. Stało się nieuniknione.

To ochroniarz spojrzał się w moją stronę i już składał usta do krzyku ,,Zatrzymaj się!”, ale zastosowałem najstarszą sztuczkę na świecie –odwrócenie uwagi – i zapytałem pierwszy:

– Czy wie Pan, gdzie jest biuro XXX airlines?

Przez chwilę patrzył się na mnie nie wiedząc jak się zachować, po czym powiedział:

– Musi pojechać Pan na górę, skręcić w prawo i na końcu korytarza po prawej stronie znajdzie Pan biura.

– Dzięki – krzyknąłem i zerwałem się z powrotem do biegu.

– Zaraz, niech…

– Dziękuję – przerwałem mu, nawet się nie zatrzymując.

Odpuścił. Na szczęście…

Dobiegłem zdyszany do celu.

Przed stoiskiem zgiąłem się wpół i zacząłem głośno dyszeć, niezdolny do wypowiedzenia żadnego słowa. Trochę, jak w kreskówkach. Zanim zdążyłem dojść do siebie odezwał się konsultant:

– Jestem zaznajomiony z Pana sytuacją. Niestety… Nic nie da się zrobić… Możemy zmienić Pana lotu na późniejszy, za dopłatą, ale nie spodoba się to Panu… – powiedział i spojrzał na mnie wyczekująco.

Nic nie mówiłem. Próbowałem złapać oddech.

– Jeżeli chce Pan dzisiaj polecieć, to musi Pan dopłacić 7 000 zł. Ale już jutro lot kosztuje tylko 4 000 zł.

Roześmiałem mu się w twarz. Najpierw przytrzymali mnie godzinę, ponieważ usłyszałem, że jest ,,overbooking” na ten lot, a teraz coś takiego? To jakiś absurd.

– Żegnaj Tajlandio – pomyślałem i zacząłem powoli się zbierać w sobie, by zrobić awanturę. Nie miałem zamiaru odpuszczać. Już szykowałem się żeby krzyknąć, gdy…

Ktoś do mnie zadzwonił. Przez chwilę myślałem nie odbierać, ale zauważyłem, że to NIEZNANY numer.

– To nie jest przypadek. To nie jest przypadek. Mam za dużo szczęścia w życiu, żeby to był przypadek – powtarzałem sobie w myślach.

Odebrałem.

– Dzień dobry, jestem przedstawicielką linii XXX Airways. Niech się Pan nie martwi. Jestem zaznajomiona z Pana sytuacją i poleci Pan późniejszym lotem bez żadnych dopłat.

Usiadłem z wrażenia.

Byłem cały roztrzęsiony i dygotałem z emocji. Cały stres, złość i smutek ze mnie zeszły i pojawiło się wszechogarniające poczucie ulgi. Udało się…

Znowu miałem więcej szczęścia niż rozumu ?

Ale jak to zawsze ze mną: Na przypale albo wcale!

<<<>>> 

To by było na tyle. Pierwszą część historii znajdziecie tutaj:

Mam nadzieję, że spodobała Wam się moja mała przygoda. Czy też mieliście jakieś śmieszne lotniskowe przygody?