nielegalny imigrant

Jak zostałem nielegalnym imigrantem w swoim kraju? Historia z życia :-D

W swoim życiu popełniałem różne przestępstwa, np:

– przechodziłem przez pasy na czerwonym #mogłemzginąć

– jechałem 51 km/h, tam, gdzie dozwolone było 50 km/h #piratdrogowy

– spożywałem alkohol w miejscu publicznym #totypijesz?

Ale raz stałem się pełnoprawnym przestępcą! Co prawda na 10 minut… Ale zawsze 😛

Otóż, wyobraźcie sobie, że na lotnisku, przy kontroli granicznej, okazało się, że jestem NIELEGALNIE w Polsce i że jestem NIELEGALNYM imigrantem z USA. To samo w sobie brzmi głupio, ale spróbujcie przekonać kiedyś służbistę, że ma racji.

– NO BO JAKIM CUDEM, ZNALAZŁEM SIĘ W POLSCE, SKORO NIGDY NIE PRZEKRACZAŁEM GRANICY?!

Nie ma żadnych informacji w systemie, jakobym kiedykolwiek przekraczał granicę Polski na tym paszporcie, ergo musiałem zostać przeszmuglowany i jestem w Polsce nielegalnie. No po prostu kosmos! Ale zacznijmy od początku.

<<<>>>

<<<>>>

Wszystko zaczęło się wyjazdu do Tajlandii i mojego polskiego paszportu. Otóż ten właśnie paszport, za 3 miesiące miał przestać być ważny, a według polskiej ambasady, aby wyjechać do Tajlandii, podróżny musi mieć paszport ważny przynajmniej 6 miesięcy.

Po przeczytaniu tej informacji zrozumiałem, że jestem w przysłowiowej d…ie i rady znajomych, że mogłem sprawdzić to wcześniej tylko mnie irytowały. Nie miałem już miesiąca, aby poczekać na wyrobienie nowego. Mądry Polak po szkodzie. Bilety były kupione, mleko było rozlane i musiałem coś wymyślić.

Na szczęście rozwiązanie mojego problemu przyszło mi całkiem szybko. Mogłem, po raz pierwszy w życiu, wykorzystać mój drugi, amerykański paszport.

W ten sposób, parę tygodni później, szczęśliwy i nieświadomy niczego, wędrowałem ze wspomnianym wcześniej paszportem przez wszystkie kontrole. Aż wreszcie trafiłem na ostatnią bramkę ze strażą graniczną. Oficer wziął ode mnie dokumenty, sprawdził coś w komputerze dwa razy i…

Kto Pana tutaj przemycił? – usłyszałem od oficera.

Najpierw zacząłem się śmiać…

– To chyba jest jakiś żart? A może ukryta kamera? Co się tutaj do k….. nędzy dzieje?! – pomyślałem i zacząłem się rozglądać.

Strażnik omylnie zinterpretował moje rozglądanie się na boki, jako chęć ucieczki, bo powiedział szybko:

– Pan się nie rozgląda. Stąd nie ma ucieczki. Pan przejdzie do tamtego pokoju, będziemy musieli przeprowadzić z Panem dłuższą rozmowę –  wskazał mi drogę i zadzwonił do jakiegoś Mietka.

No dobra… W końcu nie mam nic do ukrycia. W Polsce jestem legalnie i nawet, NAWET jestem obywatelem Polski, także tego…

Poszedłem, gdzie mi kazano, Pan mnie grzecznie przywitał, poprosił o dokumenty i zapytał o co chodzi:

– To dobre pytanie – powiedziałem LEKKO zdenerwowanym tonem.

– Nie wiemy, jak się Pan znalazł w Polsce. Nie mamy informacji, żeby ktoś z Pana paszportem wlatywał kiedykolwiek do Polski. Od kiedy Pan jest w Polsce?

– Yyyyyyyy, jak miałem 3 lata moi rodzice wrócili do Polski z USA i tu już zostali. Amerykański paszport wyrobiłem sobie w konsulacie. To cała historia.

– A ma Pan obywatelstwo Polskie?

– Tak mam – przyznałem się.

– To gdzie Pana polski paszport? Nie wziął go Pan ze sobą?

– Zostawiłem w domu. Nie brałem go, bo kończył mi się termin ważności, a z zasady nie biorę więcej dokumentów niż muszę – powiedziałem.

Jeszcze jakiś dokument zgubiłby mi się w podróży i co? Tak jest bezpieczniej. A przynajmniej tak mi się wydawało…

– To nie mogę Pana wypuścić z kraju. Przykro mi.

– Ale jak to? – zapytałem osłupiały.

– Nie może Pan wylecieć z Polski na innym obywatelstwie niż Pan wlatywał. Jako, że nigdy Pan nie wlatywał na obywatelstwie amerykańskim, nie może Pan teraz go wykorzystać.

– To co ja mam w tej sytuacji zrobić? Mam dzwonić do konsula amerykańskiego? – czułem się, jak w jakimś tanim, amerykańskim serialu.

– Może Pan dzwonić, ale na lot na pewno Pan nie zdąży. No chyba, że ktoś z tym Pana paszportem przyjedzie – powiedział i spojrzał na mnie pytająco.

Niestety, lista osób, które mogłyby mi pomóc, była krótka. Znalazło się na niej całe 0 osób. Nie wiedziałem, co mam zrobić.

W tym momencie wpadł przedstawiciel linii lotniczych Qatar zapytać jak wygląda sytuacja. Szybko zorientował się co jest na rzeczy i powiedział:

– Nie zdąży Pan. Proszę udać się do naszego biura. Rozważymy inne opcje.

– Ale Pan wie, że to Pan mnie przytrzymał na lotnisku tę godzinę? – powiedziałem zgodnie z prawdą.

To niczego nie zmienia – odpowiedział i zniknął za drzwiami.

<<<>>>

Biegłem. Biegłem, ile sił w nogach. Nie patrzyłem na to, że w tym momencie rzeczywiście wyglądałem jakbym przed kimś uciekał.

– To tylko kwestia czasu, aż zatrzyma mnie ochrona – pomyślałem.

Ale…

Nie miałem wyboru. Miałem przed sobą perspektywę: Wszystko albo nic…

Po drodze minąłem punkt odbioru bagażu. Przez chwilę się zastanawiałem. Odbierać swój plecak czy nie?

– Nie – zdecydowałem. – Nie mam terazna to czasu… Później go odbiorę…

Jakoś…

Biegłem dalej.

Mijając kolejny zakręt poczułem na sobie wzrok. Stało się nieuniknione.

To ochroniarz spojrzał się w moją stronę i już składał usta do krzyku ,,Zatrzymaj się!”, ale zastosowałem najstarszą sztuczkę na świecie –odwrócenie uwagi – i zapytałem pierwszy:

– Czy wie Pan, gdzie jest biuro XXX airlines?

Przez chwilę patrzył się na mnie, nie wiedząc jak się zachować, po czym powiedział:

– Musi pojechać Pan na górę, skręcić w prawo i na końcu korytarza po prawej stronie znajdzie Pan biura.

– Dzięki – krzyknąłem i zerwałem się z powrotem do biegu.

– Zaraz, niech…

– Dziękuję – przerwałem mu, nawet się nie odwracając.

Odpuścił. Na szczęście…

Dobiegłem zdyszany do celu. Przed stoiskiem zgiąłem się wpół i zacząłem głośno dyszeć, niezdolny do wypowiedzenia żadnego słowa. Trochę, jak w kreskówkach. Zanim zdążyłem dojść do siebie odezwał się konsultant:

– Jestem zaznajomiony z Pana sytuacją. Niestety… Nic nie da się zrobić… Możemy zmienić Pana lotu na późniejszy, za dopłatą, ale nie spodoba się to Panu… – powiedział i spojrzał na mnie wyczekująco.

Nic nie mówiłem. Próbowałem złapać oddech.

– Jeżeli chce Pan dzisiaj polecieć, to musi Pan dopłacić 7 000 zł. Ale, już jutro, lot kosztuje tylko 4 000 zł.

Roześmiałem mu się w twarz. Najpierw przytrzymali mnie godzinę, ponieważ usłyszałem, że jest ,,overbooking” na ten lot, a teraz coś takiego? To jakiś absurd.

– Żegnaj Tajlandio – pomyślałem i zacząłem powoli się zbierać w sobie, by zrobić awanturę. Nie miałem zamiaru odpuszczać. Już szykowałem się żeby krzyknąć, gdy…

Ktoś do mnie zadzwonił. Przez chwilę myślałem nie odbierać, ale zauważyłem, że to NIEZNANY numer.

– To nie jest przypadek. To nie jest przypadek. Mam za dużo szczęścia w życiu, żeby to był przypadek – powtarzałem sobie w myślach.

Odebrałem.

– Dzień dobry, jestem przedstawicielką linii XXX Airways. Niech się Pan nie martwi. Jestem zaznajomiona z Pana sytuacją i poleci Pan późniejszym lotem bez żadnych dopłat.

Usiadłem z wrażenia. Byłem cały roztrzęsiony i dygotałem z emocji. Cały stres, złość i smutek ze mnie zeszły i pojawiło się wszechogarniające poczucie ulgi.

Udało się…Znowu miałem więcej szczęścia niż rozumu!

Ale jak to zawsze ze mną: Na przypale albo wcale!

<<<>>>

Mam nadzieję, że spodobała Wam się moja mała przygoda. Czy też mieliście jakieś śmieszne lotniskowe przygody?