kim zostac

Kim myślałem, że zostanę? Moja nieustanna zmiana życiowych planów

Kiedy byłem małym szkrabem, takim ledwo odrastającym od ziemi, chciałem zostać archeologiem i poszukiwać zaginionych skarbów lub odkrywać antyczne cywilizacje. Tak jak Indiana Jones.

W podstawówce zapragnąłem zostać słynnym podróżnikiem, sprzedać wszystkie zabawki, jakie miałem i wyjechać w podróż dookoła świata. Tak jak Wojciech Cejrowski. Tylko, że on sprzedał lodówkę 😉

W gimnazjum moje plany znowu się zmieniły. Chciałem mniej wyjeżdżać, a bardziej tworzyć nowe światy i rasy. Chciałem pisać książki czytane na całym świecie. Tak jak J. R. R Tolkien.

Z kolei w liceum wszystko poszło w zapomnienie. Trzeba było już na ,,serio” wybrać swój przyszły kierunek i pomyśleć o przyszłości. Wszyscy bliscy na mnie naciskali, by wybrać kierunek ,,po którym w przyszłości znajdę pracę”, żebym patrzył ,,realnie” i wybrał ,,mądrze”. A ja po prostu nie wiedziałem. Miałem 15 lat i miałem decydować o całym swoim życiu. Czy tylko mi wydaje się to głupie?

Byłem rozdarty pomiędzy moimi pasjami, a możliwościami. Liceum to miały być trzy lata decydujące o całym moim życiu i całej mojej przyszłości. Zrobiło się poważnie i przestałem wiedzieć kim chcę zostać. Coś musiałem wybrać – jakiś kierunek studiów, które określiłby ramy mojej przyszłości i tego, co będę robił w życiu.

Ostatecznie wybrałem matematykę i finanse. Matematyka była moim ulubionym przedmiotem – taka racjonalna, bez emocji i wszystko dało się pięknie rozwiązać. Lubiłem zarządzać pieniędzmi, trochę się na tym znałem (od małego byłem rodzinnym bankierem). Dodatkowo ten kierunek według wszystkich miał sens i był perspektywiczny. Wszystko się zgadzało.

Na studiach finansowych poczułem, że to jest to. Znalazłem pomysł na siebie, dziecięca fantazja ustąpiła realizmowi i postanowiłem, że moją przyszłością będzie giełda. Będę obserwował wzrosty i spadki wykresów giełdowych i zarabiał na tym miliony. Tak jak Warren Buffett.

Przez jakiś czas nawet mi się to udawało. Może nie zarabianie milionów, ale do studenckiego budżetu zawsze jakiś grosz wpadał. Siedząc w domu, czytając fachową literaturę, obserwując wykresy spółek, inwestowałem i byłem w stanie zarobić na tym realne pieniądze. Nie tyle żeby się utrzymać, ale czułem się niesamowicie. Moja wiedza procentowała %.

Chwilę później natrafiłem na coś, co popchneło to jeszcze bardziej do przodu – zachłysnąłem się wizją wolności finansowej (Jak osiągnąć wolność finansową?). Chciałem kupować nieruchomości, które później wynajmę lub sprzedam, oczywiście z zyskiem i stanę się wolny finansowo. Będę miał przychody pasywne i nic nie będę musiał robić, a pieniądze same będą spływały do mnie rzeką szeroką jak amazonka.. Tak jak u Sławka Muturi.

Pojawił się tylko jeden problem: – za co kupować te mieszkania? Trzeba najpierw jakoś na nie zarobić albo wyrobić sobie zdolność kredytową. Tylko jak zarobić możliwie szybko tak olbrzymie pieniądze? Na giełdzie żeby dobrze zarabiać trzeba mieć albo olbrzymie pieniądze, albo wyjątkowo wysoką skłonność do ryzyka i szczęście (nie mam tego i tego). Znowu byłem na rozdrożu i nie wiedziałem, co mam robić.

Dlatego imałem się różnych prac, od farmera zbierającego cukinię w Norwegii, po gościa sprzedającego ubezpieczenia gospodarcze dla firm. Próbowałem wszystkiego, co mogło dać mi jakiś większy zastrzyk gotówki, ale inspiracja nie przychodziła i w zasadzie gromadziłem tylko oszczędności. Dopiero na magisterce wpadłem na nowy pomysł.

W moim życiu pojawiła się nowa pasja i postanowiłem, że zostanę blogerem. Chciałem tworzyć treść przydatną ludziom i inspirującą ich do działania. A co najlepsze, blogować można z każdego miejsca na świecie! Postanowiłem blogować, tak jak Pat Flynn.

Niejeden znajomy ze studiów finansowych pukał się w czoło i pytał mnie co ja od……. (wymyślam). Ale postanowiłem dać temu szansę. Przez kolejne dwa lata magisterki próbowałem swoich sił w blogosferze. Dałem się ponieść przygodzie.

W pewnym momencie zrozumiałem, że nie tyle interesuje mnie samo blogowanie, co marketing internetowy, jako całość. Chciałem nauczyć się tworzyć i optymalizować kampanie reklamowe na facebooku, w AdWords, stawiać kampanie programatyczne i afiliacyjne. Tworzyć dla firm plany i starategie marketingowe. Zatrudniłem się więc w firmie, w której się tego uczę.

Jeszcze nigdy w życiu nie byłem tak pewien tego, że trafiłem. Mam pracę, która wykorzystuje szerokie spektrum moich możliwości i jest ściśle powiązana z moją pasją. Codziennie przychodzę z uśmiechem do pracy i staram się wykonywać ją najlepiej, jak potrafię. I wiecie co? Chyba nawet mi to wychodzi.

Ten etap trwa do dziś i… nie wiem, kiedy się skończy, ani czy się skończy. Podejrzewam, że w pewnym momencie w żagle okrętu na którym przemierzam życie, znowu zawieje jakiś wiatr nowości i popłynę w stronę nowego kierunku. Ale kiedy to będzie?

 

Czy takie podejście ma sens?

 

Jak mogliście się przekonać, z biegiem lat, moje pomysły na siebie i na życie ciągle się zmieniały. Zawsze szukałem czegoś nowego, czegoś, co bardziej będzie do mnie pasowało i czegoś, w czym będę się spełniać. Od archeologa, po finansistę. Od inwestora, po blogera. Od marzycielskiego pomysłu, po twardo stąpający po ziemi. Każdy z tych moich ,,zawodów” coś we mnie zostawił i każdy czegoś mnie nauczył. Jestem niejako jest ich sumą.

Z archeologa zostało mi zamiłowanie do historii, zwłaszcza tej starożytnej. Z chęci bycia podróżnikiem wynikły moje autostopowe przygody i udało mi się zobaczyć spory kawałek świata. Z marzeń o milionach na giełdzie, została mi wiedza jak inwestować i zarabiać (udało mi się to nie raz), znam rynek finansowy i rozumiem, jak działają poszczególne instrumenty finansowe i instytucje. Nie dam się nikomu oszukać. Z inwestora na rynku nieruchomości wyniosłem umiejętności, które pozwoliły mi kupić mieszkania w Warszawie, gdy pieniądze i zdolność kredytowa zaczęły mi się pojawiać. Reszta jest jeszcze w trakcie i powiem Wam, że nie mogę się doczekać tego, kim będę i co będę robił za 5, 10 czy 15 lat.

Tak samo u Was. Plany życiowe nie raz będą się Wam zmieniać, czasami diametralnie, a czasami tylko kosmetycznie, ale warto iść za głosem serca i poszukiwać nowego. Nie bać się zmian. Próbować! Im więcej testujecie nowych rzeczy i zawodów, tym bardziej będziecie wiedzieli czego chcecie. Będziecie świadomi, jakie są Wasze potrzeby i macie większe szanse na znalezienie swojej pasji. Tego Wam z całego serca życzę 🙂

Pzdr,

Dawid