motywacja nie działa

Motywacja – jak ją ominąć?

Kiedy ostatnio czułeś tak silną energię i motywację do działania, że wydawało Ci się, że dzisiaj uda Ci się osiągnąć wszystko, co sobie zaplanowałeś? Że to właśnie ten dzień i wszystko Ci sprzyja – nawet warunki do pracy?

Pewnie dawno, ponieważ taki stan przypływu inspiracji to raczej rzadkość. Większość naszego życia przeżywamy będąc średnio lub nisko zmotywowanymi. Wracamy po pracy czy szkole zmęczeni i chcemy zwyczajnie odpocząć. Odświeżyć umysł. Nasze plany kończą się więc na szybkim posiłku, filmach, książce lub na spotkaniach z przyjaciółmi. Nie mamy czasu, siły ani motywacji dodatkowe projekty czy pracę nad sobą.

Tez tak mam. Też mi się nie chce, też jestem zmęczony, też brakuje mi motywacji do działania i też bym wolał porobić coś innego niż pisanie artykułów, czy chodzenie na siłownię. Mimo zniechęcenia, udało mi się wypracować całkiem skuteczne sposoby na działanie bez motywacji. A nawet wierzę, że motywacja jest zbyt ulotna i nietrwała, by polegać tylko na niej.

Swoje cele realizuję nie dlatego, że jestem zmotywowany, ale dzięki samodyscyplinie i paru sztuczkom na oszukiwanie samego siebie. Nie czekam na te idealne dni, bo najlepszy moment, by zacząć był wczoraj. Dlatego zapraszam do lektury i mam nadzieję, że uda Ci się z tego artykułu wyciągnąć coś dla siebie.

 

#1 Zasada 10 minut

 

To dosyć prosta, aczkolwiek bardzo skuteczna metoda, która polega tym, że spędzisz przynajmniej 10 minut na pracy nad swoim projektem. Tylko nad nim i niczym więcej. Żadnych filmików na youtubie, żadnych wiadomości czy jedzenia. To krótki okres czasu i myślę że do 10 minut każdy jest w stanie się zmusić.

Wydawać by się mogło, że przez 10 minut nic się nie zrobi i tylko uspakaja się swoje sumienie, że podjęło się jakieś kroki, ale to nieprawda. Ponieważ to jest takie małe hackowanie mózgu. Najgorsze dla nas jest zmuszenie się do zaczęcia i tak naprawdę to o to chodzi.

Jeżeli zmusisz się do pracy, nawet na chwilę i już zaczniesz, to często motywacja sama przychodzi. Rzadko mi się zdarza, że te 10 minut faktycznie tyle trwa. Aby osiągnąć swój cel trzeba działać, robić coś w kierunku jego realizacji, a nie myśleć nad tym, czy jesteś odpowiednio zmotywowany.

Przykład: Sam czekałem kilka lat na taki idealny dzień, by zacząć pisać artykuły na bloga. Zawsze coś mi przeszkadzało i stało na drodze do pisania. Wmawiałem sobie, że zacznę pisać, gdy:

  • przeczytam jakąś książkę,
  • przesłucham kilkanaście podcastów,
  • nie będę miał egzaminów,
  • nie będę miał ciężkiego okresu w pracy,
  • będę miał motywację i siłę do pisania.

Dopiero to codzienne pracowanie przez przynajmniej 10 minut sprawiło, że udało mi się regularnie pisać nowe artykuły i tworzyć bloga.

 

#2 Zacznij od czegoś prostego

 

Na początek, na taką rozgrzewkę, zawsze zaczynam od czegoś nie wymagającego, jakiegoś prostego zadanka, które nie wymaga intensywnego myślenia. Widzę w tym mocną analogię do siłowni, gdzie np. przed wyciskaniem lub martwym ciągiem trzeba rozgrzać mięsnie żeby nie zrobić sobie krzywdy. Taki początek jest łatwiejszy, podpada często pod 10 minut i sprawia, że nie rozpraszam się. Po pewnym czasie czuję, że jestem gotowy na więcej.

Przykład: musisz napisać nowy artykuł. Sam zaczynam najpierw od poprawienia starych artykułów. Poprawianie jest znacznie łatwiejszy niż wymyślanie nowego, więc sprawnie z tym działam i szybko wpadam w pisarskie flow.

#3 Dyscyplina > Motywacja

 

Jak już kilka razy podkreśliłem w tym artykule – nie zawsze mi się chce, a nawet często mam zero motywacji do pracy. Jestem śmierdzącym leniem, ale za to zdyscyplinowanym 🙂

W utrzymywaniu dyscypliny najbardziej pomaga mi systematyczność. Jeżeli mam ustaloną porę na pracę nad projektem i wiem, że jak wtedy się nim nie zajmę, to dzisiaj nic nie zrobię, to mam mniejsze opory przed pracą. Wykorzystuję dwie poprzednie metody i gdy uda mi się parę razy zacząć o określonej porze, to taki nawyk wchodzi mi w krew.

Przykład: Nie ważne czy mi się chce, czy nie, o godzinie 8 siadam do pisania. Później mam pracę i wiem, że muszę to zrobić. Zaczynam od swoich rytuałów – robię herbatę, odpalam stare wpisy i je poprawiam. Dopiero po tym wszystkim zaczynam pisać nowe artykuły. Po pewnym czasie czuję się wystarczająco zmotywowany, by zacząć pisać nowe rzeczy.

Zastanawiam się, jakim cudem tak długo zabierałem się do pisania i dlaczego tak bardzo zwlekałem. Wystarczyło po prostu, że zacząłem, a od razu zmieniło się moje podejście i wzrosła motywacja do działania.

Spróbuj na początku przełamać się i zmusić się działania. Pierwsze kilka minut jest straszne, ale jak się wdrożysz i usiądziesz  do pracy, to ani się obejrzysz, a ją skończysz tak jak ja ten artykuł.

 

#4 Twoje dlaczego

 

Kiedyś miałem cele, które były dla mnie ważne. Chciałem biegać pół maratony, regularnie medytować, mieć dobre oceny, dobrze się odżywiać, poprawić swoją sylwetkę, mówić płynnie po angielsku itd.

Realizacja tych celów była dla mnie wieczną walką o to, by wykrzesać z siebie choć odrobinę energii i motywacji. Szły mi one bardzo opornie i zastanawiałem się, co sprawia, że niektóre cele realizuję bez większego wysiłku, a niektóre idą mi jak po grudzie, ni w ząb. Wreszcie zrozumiałem o co chodzi!

Te cele może i były dla mnie w jakiś sposób ważne i chciałem je pewnego dnia zrealizować, ale nie miałem wystarczająco silnych powodów, by się za nie zabrać! Nie ekscytowały mnie i napawały energią.

Przykład: Zawsze chciałem nauczyć się mówić swobodnie po angielsku, ale nie mogłem się do tego zebrać i zazwyczaj na koniec roku realizacja tego celu płakała i kwiczała.

Dopiero, gdy zaczynałem wyjeżdżać zagranicę i brakowało mi podstawowych słów podczas rozmawiania z innymi ludźmi, poczułem, że muszę i co najważniejsze chcę, się tego nauczyć. Obecnie z moim rosyjskim akcentem w angielskim mogę śmiało konkurować z Rosjanami, ale potrafię mówić płynnie po angielsku.

 

#5 Ustal termin

 

Nic tak nie działa na ,,zawodowego prokrastynarora” jak zbliżający się koniec terminu. Gdy wiedziałem, że zostało mi mało czasu, to potrafiłem tak się spiąć, że magisterkę napisałem w dwa tygodnie. Zdziwienie, malujące się na tworzy promotora podczas dyżuru, było bezcenne!

Przy ustawianiu terminów ważne są dwie rzeczy:

1/ Odpowiedni deadline

Z terminami jest tak, że trzeba trafiać w złoty środek – za dużo czasu potrafi zdemotywować równie mocno jak za mało. Gdy mam za dużo czasu na zrobienie jakiegoś zadania, to obijam się i zabieram się do pracy, dopiero jak czuję że mogę nie zdążyć. Będę prokrastynował, tym bardziej, im zadanie wydaje się męczące. Natomiast, gdy mamy za mało czasu to czuję, że nie ma sensu się do niego w ogóle zabierać. Bo i tak nie zdążę.

Dla mnie złoty środek najłatwiej ustalić na podstawie historii. Sprawdzić ile mniej więcej czasu zajmowała Ci wcześniej dane zadanie lub jeżeli nie robiłeś tego wcześniej to rozpisać sobie listę zadań i mniej więcej określić godzinowo ile na co potrzebujesz. Na początku nie raz i nie dwa się pomyślisz, ale nic się nie dzieje. Ważne żebyś po prostu działał.

2/ Niech ktoś Cię sprawdza

Deadliny ustalane przed samym sobą gorzej mi się sprawdzają niż ustalone z kimś innym. Najlepiej to działa, gdy przed kimś zobowiążesz się do konkretnych efektów. Czyli np. raz na tydzień/miesiąc umawiacie się z przyjacielem i przegadujecie, co zrobiłeś, aby dany pomysł zrealizować, albo masz podpisaną umowę z kimś, że dostarczysz dany projekt na czas. Albo publiczność Twoi czytelnicy czekają na nowy artykuł 😉

Przykład: Moim blogowym deadlinem jest środa. Co środę ma się pojawiać nowy wpis i nie interesuje mnie jak to zrobię. Mam to zrobić i koniec. Często kończy się to tak, że wstaję przed pracą 2 godziny i szlifuję ostatnie poprawki przed opublikowaniem nowego wpisu. Ten deadline motywuje mnie do zaplanowania sobie tygodnia, w taki sposób, by udało mi się ten cel zrealizować. Próbowałem kiedyś publikować wtedy, kiedy będę chciał. Nie skończyło się to dobrze 😛

Wiem, że może to bardzo korpo, ale deadliny mają magiczną moc zmotywowania człowieka i jeżeli będziesz je sobie stawiać, to zaczniesz działać bez motywacji.

 

#6 Zajmij się samymi przygotowaniami

Czasami zamiast myśleć że coś na pewno się zrobi, warto powoli przygotowywać się do zrobienia tego. Pokażę Ci to na przykładzie, który sprawdza się bardzo dobrze u mnie.

Przykład:

Chcesz schudnąć 5 kilogramów w tym miesiącu, ale nie masz motywacji do zdrowego gotowania czy pójścia na siłownię i nie wiesz, jak się do tego zabrać?

Zacznij od poszukiwania przepisów, które mogłyby się nadać do Twojej diety i wyglądają smacznie. To chyba nic trudnego nie? Później wypisz sobie, co musiałabyś kupić, żeby je zrobić. Teraz może warto by się spakować na siłownię? Wrzucić kilka rzeczy do torby, żeby w razie czego była gotowa.

Uff, przerwa. Zaraz masz spotkanie z przyjaciółką na coś słodkiego, ale może wzięłabyś torbę z rzeczami? W sumie siłownia jest po drodze, to jak się będziesz dobrze czuła, to podskoczysz na nią.

Zrobiłaś to! Poszłaś na siłownię i wychodzisz do domu dumna z siebie. Jesteś mega głodna. Może po drodze do domu skoczysz po zakupy? W końcu listę już masz.

 

Wyciągnęłaś coś dla siebie?

 

To są moje sposoby, które pozwalają mi ominąć problem braku motywacji. Mają one na celu popchnąć dane zadanie do przodu oraz pomóc mi w skupieniu się na tym, co jest przede mną. Pomagają mi nie widzieć całości wysiłku, jaki będę musiał w dany cel włożyć, dzięki temu małymi kroczkami go realizuję.

Chętnie poznałbym Twoje sposoby na motywowanie się lub działanie bez motywacji.  Podrzucisz mi coś?

Pzdr,
Dawid