poziomy energii

Jak przestać być nieustannie zmęczonym? – Mój eksperyment

Siedziałem przed monitorem i starałem się nie zasnąć. Była godzina 14:30, a ja zastanawiałem się, jak przetrwać kolejne godziny pracy. Byłem najedzony po obiedzie, czułem się bardzo śpiący i najchętniej położyłbym się, jak foka, na jakiejś kanapie na krótką drzemkę. Niestety, ta opcja nie wchodziła w grę. Poszedłem za to na 10-minutowy spacer z nadzieją, że mnie trochę przebudzi.

– Co się dzieje? Może to alergia na pracę? – zaśmiałem się w myślach. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, jak bardzo blisko byłem prawdy.

Taki stan zaczął przydarzać się mi coraz częściej i to zmusiło mnie do refleksji nad tym, co wpływa na moją energię w ciągu dnia. Chciałem znaleźć receptę, wzór, czy sposób na to, by w ciągu dnia mieć jak najwięcej energii i motywacji, bo to, co przeżywałem, wykańczało mnie. Lubiłem swoją pracę, ale tak się nie dało pracować.

 

Eksperyment

 

Postanowiłem zamienić się w badacza, zrobić research i przeprowadzić serie eksperymentów, które potwierdzą, bądź obalą, moje tezy. Zanurzyłem się głęboko w Internecie i znalazłem wiele możliwych przyczyn mojego spadku energii. W tym momencie uświadomiłem sobie, że w założeniu prosty eksperyment, taki prosty nie będzie i zajmie mi co najmniej 2 miesiące. Cóż było robić?

Zakasałem rękawy i ruszyłem do działania. Wnioski, do jakich dojdę, mogą się mi przydać na całe życie, więc postanowiłem się postarać. Kto by nie chciał witać nowego dnia wypoczęty, zmotywowany i pełny energii?

Do czynników wpływających na moje samopoczucie zaliczyłem:

  • Jedzenie – ilość posiłków, wielkość talerzyka, różnorodność jedzenia.
  • Aktywność fizyczną – po posiłku, ogólną aktywność fizyczną
  • Mój stan zdrowia – choroby, alergie i inne dziadostwa.

Postanowiłem, że każdy czynnik poddam badaniu i w ten sposób sprawdzę, co jest odpowiedzialne za moje samopoczucie.

 

Co wpływa na Twój poziom energii?

 

Food coma

 

Jedzenie dla człowieka jest jak paliwo dla samochodu – samochód bez paliwa nie pojedzie, a i człowiek bez jedzenia daleko nie zajdzie. Zauważyłem, że istnieje ,,nieujemna korelacja energetyczna” pomiędzy tym: ile zjem, co zjem, jak szybko zjem, a moją energią do życia. Ostatnio czułem się senny po każdym posiłku i wiedziałem, że będzie to dobry pierwszy trop. Postanowiłem zacząć mój pierwszy tydzień od wielkości talerza, a drugi od tego, co się na nim znajduje.

1/ Wielkość talerzyka nie buduj kopca kreta

Patrząc na moją nikczemną posturę, nikt by się nie domyślił, jakie ilości jedzenia jestem w stanie pochłonąć. To jest o tyle zabawne, że kiedy coś mi smakuje, to śmiało mogę rywalizować z ludźmi większymi ode o kilkadziesiąt kilogramów. Dlatego w pierwszym tygodniu zmniejszyłem porcje na takie, które uznałem, że mi nie wystarczą. Każdego dnia zapisywałem, jak się czuję i…

Wyniki obserwacji:

Po dwóch tygodniach byłem rozczarowany wynikami – o ile po posiłku, nie czułem się może taki super pełny, to dalej miałem ciężką głowę i po obiedzie chciało mi spać. Ciężko mi było ze sobą walczyć i pracować tak, jak powinienem. Patrząc na to wszystko postanowiłem zmniejszyć porcje, ale wiedziałem że to nie jest główny czynnik, który wpływa na moje złe samopoczucie. Eksperymentowałem dalej.

2/ Zawartość talerza – czyli dodaj więcej zielonego i unikaj słodyczy

Zostałem wychowany w typowej polskiej rodzinie, w której mówiło się ,,zostaw ziemniaczki, zjedz mięsko” i na stałe weszło mi to do świadomości. Dlatego w moich obiadach zawsze bardzo mocno dominowało wszelakiego rodzaju mięso i gdybym miał ocenić, to zajmowało ono około 60-70% mojego talerza. W ramach eksperymentu chciałem odwrócić te proporcje na korzyść warzyw i dodatkowo ograniczyć ilość słodyczy, których w grudniu miałem nadmiar (dostawałem dużo słodkich prezentów).

Wyniki obserwacji:

W tym eksperymencie pokładałem swoje największe nadzieje. Wydawało mi się, że jak zdobędę się na takie olbrzymie poświęcenie (zadeklarowany mięsożerca) to na pewno coś się zmieni i wszystko wróci do normy. Niestety, efekt nie przekroczył moich najśmielszych oczekiwań i chociaż czułem się trochę lepiej – nie chciało mi się już foczyć na kanapie do góry brzuchem, to dalej miałem ciężką głowę i byłem dosyć senny. Wiedziałem że musimy sprawdzać dalej.

3/ 5 posiłków dziennie – przyspiesz metabolizm

Tyle się słyszy, że powinniśmy jeść 5 posiłków dziennie, ponieważ nasz metabolizm działa wtedy na najwyższych obrotach, a ja? No cóż… jadłem maks. 3 i były to dwa obiady (takie same) plus jakaś przekąska. Z tym punktem miałem najwięcej problemów, ponieważ musiałem najpierw wymyślić sposób na jedzenie 5 posiłków, a później zmienić nawyki, ale zaparłem się i opracowałem plan.

Postanowiłem, że codziennie rano będę pił koktajl owocowy smoothie. Co rano wrzucałem np. 2 jabłka i gruszkę, wlewałem wodę i wszystko blendowałem. Do tego zadbałem, by zawsze mieć pod ręką zdrowe przekąski, które mogłem zjadać pomiędzy posiłkami. Zmieniłem też swoją tradycyjną kolację, która wcześniej była 2 obiadem, lekką i zdrową wersję np. hummus z warzywami.

Wyniki obserwacji

Wreszcie zaczynało się coś zmieniać i moje samopoczucie robiło się z tygodnia na tydzień lepsze. Senność powoli odchodziła i już czułem się prawie normalnie, ale w dalszym ciągu coś było nie tak. Tym razem odszedłem od jedzenia i przyjrzałem się czemuś innemu.

 

Sport

 

Wstyd się przyznać, ale miałem leniwą jesień i jeszcze bardziej leniwą większość zimy. Całkowicie spadła mi motywacja do aktywności sportowej i w zasadzie zamykała się ona w codziennych spacerach do i z pracy (4 km). Niespecjalnie ten brak aktywności odbił się na mojej sylwetce, ale fizycznie i psychicznie czułem się gorzej. Nadszedł czas na zmiany!

1/ Poranne ćwiczenia i spacery po jedzeniu

Zacząłem od 10 – 15 minutowych ćwiczeń rozciągających przed wyjściem do pracy i krótkich spacerów po posiłkach. Najgorzej było wstać z łóżka do ćwiczenia, ale po nich byłem na endorfinowym haju. Widziałem znaczną poprawę w poziomie energii. Tak samo z spacerami po posiłkach – spacer i świeże powietrze pobudzały mnie energetycznie, samopoczucie też miałem dużo lepsze niż po zamulaniu na kanapie.

2/ Przynajmniej jeden trening w tygodniu

Jednocześnie do działań powyżej zacząłem ćwiczyć raz w tygodniu. Nie miało dla mnie dużego znaczenia co będę robił, chciałem być tylko aktywny fizycznie. Do siłowni dodałem też saunę. Może niekoniecznie jest to zgodne ze wskazaniami, ale gdy wyjdę po takiej sesji (siłownia + sauna) czuję jak się nowo narodzony. Mam mnóstwo energii, świetnie się czuję i jestem zmotywowany. Koniecznie spróbujcie!

Wyniki obserwacji

Myślałem, że będę miał największy problem z ćwiczeniami rano, a tymczasem to wyjście na trening poza własne cztery kąty, okazało się większym wyzwaniem. Niemniej zrobiłem to i to było coraz lepiej. Rano wstawałem bez problemów, robiłem swoją codzienną rutynę, miałem lepszy humor i co najważniejsze – przestałem zasypiać w połowie dnia. Z tym, że dalej zostało mi takie poczucie otępienia w biurze i nie mogłem zrozumieć dlaczego. Kolejny eksperyment postanowiłem przeprowadzić z innej strony.

Choroby, alergie i inne dziadostwa

 

Postanowiłem, że skoro nic mi nie pomaga to już czas na pójście do lekarza. Może to symptomy jakiejś choroby? – zastanawiałem się. Poszedłem więc zbadać się na wszystko, co możliwe. Zrobiłem badania krwi, wydolnościowe i rozmawiałem z internistami i… nic. Moje wszystkie badania na papierze wyszły w normie, lekarz mówił że jestem zdrowy jak ryba. Szkoda, że się tak nie czułem.

Zacząłem gubić się w domysłach, nie mając żadnej wskazówki, odnośnie mojego stanu, aż w końcu pewnego popołudnia wpadłem na trop. Zaświtał mi jeszcze jeden pomysł do przetestowania. Zauważyłem, że gdy odpalana jest klimatyzacja, to zaczynam czuć się źle fizycznie. Tak, jakby ktoś uderzył mnie obuchem i polał moją twarz jakimś lekko żrącym płynem. Poszedłem z tym tropem do alergologa i okazało się że jestem uczulony na pleśnie. Co ma wspólnego jedno z drugim?

A to, że nasza klimatyzacja chyba nigdy nie była czyszczona i zalęgła się w niej pleśń. Nie czułem tego wcześniej, ponieważ w sumie dopiero w tym roku moja alergia zaczęła przybierać na sile. Postanowiłem potwierdzić jeszcze tą tezę pracą z domu.

Wyniki obserwacji

W ramach eksperymentu wziąłem dwa tygodnie pracy zdalnej (sprawę ułatwiły mi święta) i w pierwszych dniach zacząłem czuć się o niebo lepiej. Zmiana środowiska znacznie wpłynęła na moje samopoczucie i czułem w kościach, że znalazłem mojego winowajcę. Teraz wszystko zaczynało nabierać więcej sensu. Zrozumiałem dlaczego wszędzie czuję się dobrze i tylko w biurze było coś nie tak. To nie była alergia ,,na pracę”, a na biuro!

Nie mniej skoro ostatnio tak dobrze mi szło badanie różnych czynników i ich wpływów na moje samopoczucie postanowiłem na tym nie poprzestać i skoro mam takie dobre wyniki, to chciałem spróbować jeszcze paru rzeczy.

 

Podsumowanie całości eksperymentu

 

Uff, dobrnąłem do końca artykułu, a tym samym, do końca eksperymentu. Wiele rzeczy można by uznać za oczywiste, ale ja należę do tego upartego gatunku ludzi, którzy lubią testować wszystko na własnej skórze i właśnie to robiłem przez ostatnie 3 miesiące. Ciągle coś mierzyłem, sprawdzałem, porównywałem, obserwowałem lub wnioskowałem. Do swojego życia dołożyłem sporo nowych nawyków i co się z tym wiązało, również trochę wyrzeczeń.

Czy było warto? Hell yeah.

Budzę się wcześniej niż zazwyczaj i rano jestem przytomny oraz naładowany energią. Nie potrzebuję ani kawy, ani herbaty, by funkcjonować na wysokich obrotach. Taki tryb pomaga mi w porannej pracy nad sobą i moimi celami. Dzięki temu mam lepszy nastrój i chętniej przychodzę do pracy, czuję się senny tylko po potężnych posiłkach (czasami mi się zdarza zgrzeszyć np. z burgerem), a i to jest znacznie mniej intensywne niż kiedyś.

Daj znać, czy jest coś, co mogę jeszcze wypróbować? ?

Pzdr,

Dawid